Nauki przyrodnicze
MENU
STRONA GŁÓWNA
Przyroda polska
Zdjęcia natury
Fizyka teoretyczna
Biologia teoretyczna
Biochemia
Biologia molekularna
Ornitologia
Rośliny Polski
Botanika
Zoologia
Internetowe ZOO
Związki czynne roślin
Pierwiastki
chemiczne
Chemia nieorg.
Chemia organiczna
Ciekawostki
biologiczne
Ciekawostki
fizyczne
Ciekawostki
chemiczne
Ciekawe książki
Ciekawe strony www
Słownik

INFO
INFO O AUTORZE
KONTAKT

Do działu: BIOLOGIA TEORETYCZNA →

Paradygmat lamarkizmu
czyli aneks do teorii ewolucji



Nie lekceważcie nigdy zjawisk, które wydają się Wam niezwykłe. Zdarza się, że pozory mylą i że jest to fałszywy alarm, ale może też się zdarzyć, że będzie to odkrycie jakiejś ważnej prawdy.
Alexander Fleming

WSTĘP

Francuski biolog - Jean Baptiste Lamarck, w swym dziele zatytułowanym „Filozofia zoologii”, wydanym w 1809 r. zawarł swoją teorię ewolucji (lamarkizm). Miała ona wyjaśniać w sposób zadowalający różnorodność i przyczyny obserwowanych przez niego rozwiązań w budowie organizmów żywych, które bardzo skrupulatnie badał. Podstawowe założenia pierwszej, niedarwinowskiej teorii ewolucji brzmią następująco:
  • zmiany cech organizmów odbywają się w sposób ukierunkowany tak, aby zrealizować potrzeby organizmu w zmieniającym się środowisku
  • cechy nabyte przez organizm w czasie życia dziedziczą się
  • narządy nieużywane zanikają
Schemat procesu ewolucji według Lamarcka przedstawia rys.1.



Rys.1. Prostokątami oznaczono fenotypy, które przechodzą w siebie w wyniku zmian celowych, kierunkowych, wraz ze zmianą środowiska.

Niemiecki biolog - August Weismann sformuował na początku XX wieku teorię ciągłości plazmy zarodkowej, według której organizmy posiadają dwa odrębne rodzaje tkanek: germen czyli nasienie i somę czyli ciało, a każdy organizm jest produktem komórek typu germen i tylko zmiany w nich mogą być dziedziczone. Eksperyment przeprowadzony przez niego na myszach, którym przez wiele pokoleń obcinał ogony (części somy) był tak przekonywujący, że na zawsze obalił możliwość dziedziczenia cech nabytych. Myszy w każdym pokoleniu rodziły się z ogonem, w przeciwieństwie do swoich odpowiednio przygotowanych do doświadczenia rodziców, skróconych o ogon. Ponowne odkrycie w 1900 r. praw Mendla i rozwój genetyki populacyjnej począwszy od lat 20 - tych XX wieku, teoria chromosomowa T. H. Morgana i wiele innych odkryć, stały się podwaliną nowoczesnej syntezy - neodarwinizmu, który całkowicie zaprzeczał postulatom Lamarcka. Schemat procesu ewolucji akceptowany przez neodarwinistów wygląda tak jak przedstawiono na rys.2.


Rys.2. Kółkami zaznaczono komórki linii płciowych (germen), prostokątami - komórki somy. Strzałki przebiegające między kółkami to zmiany bezkierunkowe - mutacje. Strzałki przekreślone krzyżykiem to mutacje nieprzystosowawcze do środowisk 1,2,3.

Każdy fenotyp jest tu wynikiem działania i rozwoju genotypu w konkretnym środowisku. Środowisko ma zdolność modyfikowania genotypu. W zależności od środowiska, jeden genotyp może rozwinąć wiele różnych fenotypów. Pamiętamy pojęcie modyfikacji.
Czy jednak schemat powyższy jest uniwersalny i czy nie obserwujemy w procesach zachodzących w przyrodzie odstępstw od niego? Czy możliwe są na przykład zjawiska pokazane na rys. 3 i 4?


efekt Baldwina
Rys.3. Schemat przedstawiający efekt Baldwina. Cechy nabyte wpływają na genotyp w ten sposób się dziedzicząc. Gdy znika środowisko modyfikujące cechy nabyte utrzymują się.


Rys.4. Strzałki między prostokątami oznaczają dziedziczenie cech nabytych pomiędzy fenotypami.

SIŁY, SŁABOŚCI, BEZWŁADNOŚCI A SOCJOLOGIA

Trudno jest pozbyć się faktów, które nie są zgodne z obrazem rzeczywistości, jaki przyjęliśmy za słuszny. Właśnie o takich kłopotliwych cieniach chciałbym tutaj opowiedzieć. Są one sprzeczne z obrazem świata ożywionego, zgodnie przedstawianym przez współczesnych ewolucjonistów. Innymi słowy, są niezgodne z powszechnie przyjętym, paradygmatem neodarwinowskim. Paradygmat, to powszechnie obowiązujący i akceptowany, hermetyczny ze względów socjologicznych, system modeli, teorii i interpretacji.
Niestety, i nauka i naukowcy nie są oderwani od trosk życia codziennego. Gdyby tak było, dziedziny przez nich uprawiane, rozwijałyby się na pewno ciekawiej i bardziej dynamicznie. Naukowcy muszą jednak dbać o źródła utrzymania i wykonywać prace, które przynoszą pieniądze. Nie sprzyja to szybkiemu powstawaniu nowatorskich idei czy hipotez, gdyż większość środowiska naukowego, pracującego wewnątrz jakiegoś paradygmatu, będzie wykazywała tendencje konserwatywne. Postęp nauki byłby najlepiej napędzany przez zapaleńców i to najlepiej niezależnych finansowo. Pozostali starają się dobrze „ustawić” wewnątrz istniejących już struktur i zachować ów stan rzeczy jak najdłużej. Bo muszą. To zrozumiałe.
Utrzymanie siebie i swojej rodziny to potrzeba podstawowa. Idee postępu nauki, ustawicznych poszukiwań prawdy, potrzeby intelektualne i estetyczne to podstawowe potrzeby wyższe, na które nie można sobie pozwolić, jeśli nie są zaspokojone podstawowe potrzeby materialne.
Przypomnijcie sobie z fizyki. Każde ciało materialne „dąży” do zachowania swego stanu kinetycznego. Czyli, aby zmienić wektor prędkości danego ciała w jakikolwiek sposób, trzeba podziałać siłą. Wiąże się to z wysiłkiem tym większym, im większa jest masa ciała. Bo to ona jest miarą bezwładności.
Postęp nauki musi więc „walczyć” z bezwładnością starszych paradygmatów, za którymi kryją się interesy ludzi, którzy je wyznają (to taka ciężka masa socjologii). Nigdy, bowiem nie zdarzyło się tak, aby pojedyncze doświadczenie albo kłopoty wynikające z teorii (np. bezsensowne przewidywania, niemożność wyjaśnienia pewnych zjawisk na jej gruncie), prowadziły do całkowitego obalenia paradygmatu, właśnie ze względu na zbyt poważne tego konsekwencje społeczne.

POLEMIKA - DOWÓD, ŻE SIĘ ROZUMIE

Po przeczytaniu książki „ Atrapy oraz paradoksy współczesnej biologii” zdałem sobie sprawę, że mam właśnie do czynienia z próbą obalenia neodarwinizmu i zastąpienia go nowym paradygmatem, opartym na wcześniejszej teorii Lamarcka.
Zgadzam się z recenzentem, drem J. Szackim, który w swej opinii na temat książki nie szczędzi negatywnych zdań pod jej adresem. Rzeczywiście, roi się ona od fałszywych teorii, przeinaczeń, trywializacji i poważnych błędów. Uważam, że jest tak dlatego, że neodarwinizmu obalić się nie da, a już na pewno wtedy, gdy się go nie rozumie. Ale uważam też że:

Żadna polemika naukowa nie jest zniżaniem się, szczególnie jeśli jakieś idee naukowe, uważane za nieprawdziwe, zostały opublikowane.

Książka przywołuje jednak wyniki niektórych doświadczeń, które są nieco kłopotliwe i wskazują na pewne słabe punkty teorii ewolucji. I w tym aspekcie uważam ją za cenną. Dane empiryczne, sprzeczne z paradygmatem, nie muszą przecież go obalać. Mogą go uzupełniać.
Przytoczmy najpierw kilka przykładów z książki M. Głogoczowskiego i zobaczmy czy nie da się zinterpretować ich zgodnie z syntetyczną teorią ewolucji:

a) Nabyta deformacja DNA

Związek o nazwie AAAF ma zdolność przyłączania się do podwójnej helisy DNA tak, aby w czasie jej rozwijania w procesach transkrypcji lub replikacji uszkodzić ją, wprowadzając mutację w postaci dimerów tyminowych.
Szkodliwe działanie wielu związków chemicznych na DNA (aflatoksyna, benzopiren, bromek etydyny) znane jest od dawna. Jeśli uznamy je za czynniki środowiskowe, to rzeczywiście możemy mówić o dziedziczeniu cech nabytych. W tym przypadku jednak owymi cechami są zmiany w strukturze DNA, czyli mutacje. Powstają one w sposób przypadkowy. Nie jesteśmy przecież w stanie przewidzieć w jaki rejon chromosomu przyłączy się związek AAAF. I poza tym, mutacje nabyte ze środowiska są cechami DNA i za nabyte ich się nie uważa. I nie każda z tych cech będzie się dziedziczyć. Mają na to na ogół szanse jedynie mutacje neutralne i korzystne.



Rys.5. Wycinek schematu 2 pokazujący nabytą deformację DNA.

Zjawisko opisane przez autora pasuje więc do klasycznego schematu z rys.2.

b) Doświadczenie A.C. Neville'a

Zaobserwowano, że kiedy narybek flądry, zgodnie z głosem natury, kładzie się na dnie, następują u niego zmiany w szkielecie, które prowadzą do nabycia cech dorosłej flądry (pływanie na jednym boku, para oczu po jednej stronie ciała).
Kiedy nie dopuszczono do tego, aby narybek się kładł, cechy te nie rozwijały się.
Jest to więc typowy przykład modyfikacji przez środowisko. System genetyczny tego gatunku, w wyniku interakcji z dwoma różnymi czynnikami środowiska, rozwija dwa różne fenotypy. Ze zjawiskiem dziedziczenia cech nabytych, które postuluje autor mielibyśmy do czynienia wówczas, gdyby narybek, któremu badacze nie pozwalali ani na chwilę spocząć, wydawał potomstwo pozbawione cech dorosłych fląder, bez względu na sygnały uzyskane przy kładzeniu się na dnie. Autor nie wspomina jednak o tego typu wynikach w doświadczeniu Neville'a.
Opisane tu zjawisko jest więc również zgodne z klasycznym schematem z rys.2 (zob.rys.6).



Rys.6. Wycinek schematu z rys. 2. pokazujący modyfikacje jednego systemu genetycznego przez dwa różne środowiska.

c) Progeneza aksolotla

Aksolotl to płaz ogoniasty, żyjący w wysokogórskich jeziorach Meksyku. Jest to larwa, która potrafi się jednak rozmnażać. Takie zjawisko przyspieszenia rozwoju układu rozrodczego, w stosunku do rozwoju somatycznego nazywamy progenezą.
Autor podaje przykład dwóch odmian tego gatunku. U jednej forma progenetyczna występuje na stałe i nie można doprowadzić do przeobrażenia jej w osobnika dorosłego, druga natomiast odmiana przechodzi metamorfozę po zadziałaniu czynnika środowiskowego - podwyższenia temperatury wody.
Autor pisze dalej „ ...zachowanie charakterystyczne dla efektu Baldwina: cechy powstałe wskutek niewystarczającej stymulacji środowiskowej mają tendencję do dziedzicznego utrwalania się”.
Przeanalizujmy przypadki obydwu odmian oddzielnie. W przypadku odmiany drugiej najprawdopodobniej mamy do czynienia z modyfikacją przez dwa różne środowiska, czyli zjawiskiem opisywanym już powyżej (zob. rys.6).
Odmiana pierwsza nie jest również przejawem efektu Baldwina. Zjawisko w niej obserwowane jest uzupełnieniem schematu z rys. 6. zgodnym ze schematem z rys.2. lecz będącym jego modyfikacją. Mutacja która zaszła w genotypie G3 prowadzi do wytworzenia fenotypu larwalnego z systemu G3M3, który już jednak nie potrafi zareagować na modyfikację 2 i wytworzenie postaci dorosłej (zob. rys.7).
Polemizując dalej z autorem: nie można powiedzieć, że środowisko, w którym żyje larwa, stymuluje niewystarczająco, podobnie jak nie można powiedzieć, że woda o niskiej temperaturze stymuluje mniej niż ta o podwyższonej. Są to różne i równoważne stymulacje.



Rys.7. Wycinek schematu z rys.2. (zmodyfikowany). Mutacja prowadzi do powstania genotypu, który daje tylko jeden efekt fenotypowy w odpowiedzi na dwie modyfikacje.

d) Dziedziczenie odcisków

Noworodek ludzki rodzi się ze zgrubieniami na dolnych powierzchniach stóp mimo, że nie dotknęły one jeszcze ani razu ziemi. Mało tego, cecha ta pojawia się wcześnie w rozwoju zarodkowym. Jest na pewno przystosowaniem odziedziczonym po naszych przodkach, których podeszwy stóp reagowały zgrubieniem naskórka na ciągły nacisk na podłoże. Czy odziedziczyliśmy więc po nich cechę nabytą ?
Od czasu, gdy człowiek stanął na dwóch nogach do dziś minęło ok. 5 mln lat, co oznacza ogromną liczbę pokoleń. Było więc sporo czasu, aby pojawiła się i utrwaliła mutacja, która cechę powstałą pierwotnie jako modyfikacja włączyła do programu rozwojowego na stałe (zob. rys.8.). Przewaga selekcyjna tej mutacji polegała na przystosowaniu do konfrontacji ze środowiskiem jeszcze przed zetknięciem z nim.



Rys.8. Schemat procesu asymilacji genetycznej zgrubień naskórka na stopach.

Zjawisko ewolucyjne, w którym adaptacje pojawiają się po pewnym czasie w programie rozwojowym, realizowanym bez względu na bodźce środowiskowe, zostało nazwane przez Waddingtona: asymilacją genetyczną.
Trudno się jednak zgodzić z A. Hoffmanem - autorem znakomitej książki „Wokół ewolucji”, że asymilacja genetyczna jest sprzeczna z założeniami neodarwinizmu.
Może się ona wszakże odbywać drogą mutacji, która przesuwa rozwój cechy adaptacyjnej do okresu embriogenezy i zostaje utrwalona na przestrzeni setek pokoleń, bo jest korzystna (zob. rys. 9).



Rys.9. Schemat ideowy hipotetycznego mechanizmu asymilacji genetycznej. A. Sytuacja sprzed 5 mln lat. B. Sytuacja teraźniejsza, po asymilacji.

e) Doświadczenie Waddingtona (wg. „Wokół ewolucji” A. Hoffmana)

Larwy Drosophila, hodowane na pożywce wzbogaconej w sól, uodparniały się na jej wysokie stężenie, a po przeniesieniu do naturalnego środowiska utrzymywały cechę odporności. Jest to więc cecha nabyta, która nie zanika w czasie życia osobniczego, pomimo zmian bodźców środowiska. Autor nie wspomina jednak czy cechę tą nabyło po rodzicach potomstwo. W przeciwnym bowiem razie mielibyśmy do czynienia z ciekawym zjawiskiem, nie będącym jednak w sprzeczności ze współczesną teorią ewolucji. Zdaniem Ho i Saundersa zjawisko opisane powyżej to kanalizacja ontogenezy. W wyniku działania bodźców we wczesnej fazie rozwoju osobniczego, zostaje on nakierowany w taki sposób, że późniejsze bodźce (ze środowiska naturalnego) nie są już w stanie przywrócić normalnego stanu.

EFEKT BALDWINA

Wśród prezentowanych w książce Głogoczowskiego wyników doświadczeń są takie, które nie dają się wyjaśnić na gruncie syntetycznej teorii ewolucji:

Doświadczenia Kammerera

1. Salamandry

Wychowywane na żółtym podłożu nabywały maskującą żółtą barwę skóry. W trzecim pokoleniu młoda salamandra, tuż po metamorfozie, ma już ubarwienie maskujące. Żółty kolor skóry dziedziczy się.
Zastrzeżenie: Na zdjęciu z opisu doświadczenia w książce widnieje tylko jedna salamandra z trzeciego pokolenia. Nie wspomina się o pigmentacji pozostałego rodzeństwa, czy o ilości powtórzeń doświadczenia. Istnieje bowiem możliwość tego, że cecha pigmentacji rozkłada się w populacji rodzeństwa pochodzącego od jednej pary rodziców, a salamandra na zdjęciu posiada cechę skrajną i rzadką. Należałoby więc zbadać przesunięcie wartości średniego ubarwienia w stosunku do kontroli, którą mogłoby stanowić potomstwo pary salamander żyjących w środowisku naturalnym.

2. Pętówki babienice

Kammerer zmuszał ten gatunek ropuch polnych do życia w środowisku wodnym. Samce rozwijały szczoteczki kopulacyjne na palcach. Umożliwiały one przytrzymywanie samiczki w miłosnym uścisku (ampleksusie). Śliska od wody samiczka mogła być wtedy dobrze uchwycona i - co najważniejsze - nie mogła powiedzieć: zjeżdżaj !
Nabyte za życia szczoteczki dziedziczyły się, miały tendencje do zwiększania swych rozmiarów z pokolenia na pokolenie tak, że w piątym pokoleniu były już dobrze widoczne.
Jeśli zastrzeżenie nie wskazuje na poważne uchybienie w metodyce doświadczeń, to jest ono zgodne ze schematem na rys.3.
Wyniki doświadczeń Kammerera stały się przyczyną bezwzględnej nagonki na jego osobę. Miała ona wymiar międzynarodowy, opierała się na bojkocie jego prac i intrygach. Zaszczuty Kammerer popełnił samobójstwo, do którego przyczyniły się również jego problemy osobiste. Nie był to jedyny przypadek uśmiercenia niepokornego. Wiedeński fizyk Ludwik Boltzmann jest uważany za ojca mechaniki statystycznej - dziedziny obecnie szeroko uznanej i rozwiniętej. Jego nowatorskie prace ochrzczono mianem Judenfizik, a jego samego wykluczono ze środowiska, co było przyczyną jego załamania psychicznego i w konsekwencji - samobójstwa.
Zastanawiające jest jak bardzo wysiłki skierowane na zniszczenie kogoś potrafią przewyższyć wysiłki skierowane na zrozumienie tego, co ma on do powiedzenia.

PRZEJĘCIE WŁADZY PRZEZ KULTURĘ (MEMETIC TAKEOVER)

Pojęcie ewolucji jest bardzo ogólne i obejmuje szeroko rozumiany rozwój w czasie. Są to więc nie tylko zmiany częstości alleli genów w pulach genetycznych różnych populacji, lecz także zmiany rozkładu materii w rozwijającym się układzie planetarnym, zmiany wysokości n.p.m. w różnych punktach terenu czy też bardzo specyficzne zmiany w społecznościach ludzkich. Nie przypadkowo skupimy uwagę w dalszej części rozdziału na tym ostatnim aspekcie - ewolucji kultur ludzkich. Ma ona bowiem charakter lamarkowski - dziedziczą się cechy nabyte, powstałe w zamierzonym celu (zob. rys.4). Czym jednak są owe cechy i w jaki sposób są nabywane ? Wyobraźmy sobie zespół przekazów kulturowych krążących w danej grupie ludzi, wpływający na światopogląd i sposób działania jej członków. Jest to tak zwana świadomość społeczna.
Richard Dawkins nazwał owe przekazy kulturowe memami. Można więc dostrzec podobieństwo między relacjami: allel - pula genetyczna i mem - pula memowa czyli świadomość społeczna. Memy potrafią również zmieniać swoją częstość w puli, wypierać się nawzajem. Mówimy wtedy, że jakiś pogląd się przeżywa i jest zastępowany przez inny, nowocześniejszy.

Załóżmy, że przed kilkunastutysięcy laty istniała populacja praludzi, która miała zwyczaj podgrzewania wody na ognisku do momentu, gdy zacznie buchać z niej para. Czarownik przekonuje ludzi, że ów zabieg wygania z wody złe duchy, które spożyte z nią spowodowałyby silne bóle i poty.
Dziś wiemy już, że te złe duchy to bakterie chorobotwórcze, a podgrzewanie wody nie wygania ich z niej, ale zabija. To właśnie ten mem dominuje teraz we współczesnych, cywilizowanych społeczeństwach. Pojawił się wraz z postępem nauki, a okazał się lepszy dlatego, że był prawdziwy i mógł stworzyć spójny system z innymi poglądami.
Jak to rozumieć ? Załóżmy, że nasza prehistoryczna populacja zauważa, że na pewnych glebach rosną tylko rośliny bardzo do siebie podobne pod względem budowy kwiatów, liści (chodzi o rośliny z rodziny motylkowatych, takie jak np. fasola, groch, łubin, lucerna, wyka). Czarownik zapytany o przyczynę danego zjawiska stwierdza autorytatywnie, że najwyższe siły dobra staczają właśnie na tych glebach walki z siłami mroku. Są one tak zacięte, że siła ognia, sprzymierzona z mrokiem wyniszcza je. Mogą na niej rosnąć tylko rośliny święte (dziś - po prostu motylkowate), które mają moc zapożyczoną od boga deszczu. Dziś wiemy również, że te gleby odznaczają się niską zawartością azotu i dlatego rosną na niej rośliny zdolne do wejścia w symbiozę z bakteriami z rodzaju Rhizobium, wiążącymi azot atmosferyczny.
Poglądy współczesne spaja więc abstrakcyjne pojęcie - bakteria. Bakterie dzielą się między innymi na: chorobotwórcze, wiążące azot i inne.
Czarownik mógł utrzymywać, że w glebie istnieją złe i dobre duchy i te ostatnie potrafią wniknąć tylko do roślin świętych i sprawić, że będą rosły. Wtedy mielibyśmy do czynienia ze spójnym systemem poglądów: abstrakcyjne pojęcie duch, duchy dzielone na: dobre - te, co umożliwiają świętym roślinom wzrost i złe - te, co mieszkają w wodzie. Czarownik tłumaczył jednak bóle i zjawiska na glebach za pomocą zupełnie innych „bajek”. Dlaczego tak było? Dlatego, że nie zadawał pytań przyrodzie, czyli nie planował doświadczeń. W dużej mierze odpowiadał też za to brak sprzętu. Nie mógł dotrzeć więc do prawdziwych przyczyn tych dwóch, jakże odległych zjawisk i znaleźć części wspólnej dla nich, choćby w formie abstrakcyjnego pojęcia. Szansa wymyślenia 2 bajek, spójnych ze światem realnym, była natomiast znikoma.
Nie należy jednak tego sposobu radzenia sobie z rzeczywistością traktować pogardliwie. To, że poglądy czarownika nie były spójne, nie oznacza jeszcze, że nie były pomocne w przetrwaniu ludziom, którzy go słuchali. Odrębny system poglądów na wiele zjawisk w przyrodzie, jest z naszego punktu widzenia, mnożeniem bytów, bezlitośnie eliminowanym przez narzędzie metodologiczne nauki zwane brzytwą Ockhama. Mówi ono, że nie powinno się mnożyć bytów bez potrzeby, a powstało ono już w średniowieczu.
Trudno było też o przewidywania. Bajki nie dawały żadnych dodatkowych informacji np. gdzie jeszcze znajdują się złe duchy. Do każdego zjawiska trzeba było dorabiać nową bajkę. Trzeba było testować wszystko na ludziach i obserwować ich reakcje. Nie było więc mowy o profilaktyce bez poświęceń. Bajki pozwalały jednak unikać przykrych skutków nawet podając przyczynę, która była urojona.
Dla ludzi przecież najważniejsze było to by zagotować wodę, a nie to dlaczego należy to robić.
Wynika z tego, że umiejętności praktyczne mogą do pewnego stopnia zastępować teorie.



Rys.10. Schemat pokazujący jeden sposób usuwania skutku bez względu na znajomość przyczyny realnej.

Wróćmy do memów. Czy podobnie jak allele, mają one swoje miejsce gdzie przebywają? Swoje chromosomy? W jaki sposób są replikowane ?
Przekaz kulturowy trafia do jednostek, znajdujących się w społeczności, a dokładniej mówiąc, do ich mózgów. Pod jego wpływem jednostka może nie tylko zmieniać swoje rozumienie świata realnego, lecz także stać się orędownikiem nowych idei. Istnieje wiele możliwości ich rozpowszechniania: przez przekaz ustny, książki, prasę czy - ułatwionymi przez technikę sposobami - przez radio, telewizję, kino, internet. Docieramy w tym miejscu do problemu o bardzo istotnym znaczeniu. Czy replikacja poglądów powinna być kontrolowana. Czy środki masowego przekazu mają prawo serwować ogromnej liczbie ludzi memy w postaci komentarzy i opinii pochodzących od wąskiej grupy osób? Na ile kompetentne powinny być mózgi, których oryginalne memy kopiowane w tak wielu egzemplarzach ?
Niebezpieczeństwo leży więc w memach, trafiających do wyjątkowo dużej liczby mózgów (zajmujących dużą liczbę miejsc), lecz na dłuższą metę prowadzące do zguby jednostki, którymi zawładnęły, a przynoszące zyski tylko zręcznym demagogom, którzy je rozpowszechniają. Na przykład, faszyści rządzący w Niemczech w latach 30-tych naszego stulecia, zdołali porwać za sobą cała rzeszę ludzi. Ich memy były wyjątkowo „chwytliwe”. I wyjątkowo niebezpieczne.
Problem z replikacją poglądów pozostaje więc równie otwarty, co trudny. Wydaje się, że memy mające swe źródło w naukach ścisłych, najbardziej zasługują na monopolizowanie świadomości społeczeństw. Natomiast w dziedzinach zajmujących się zjawiskami zachodzącymi w bardzo złożonych systemach, jak np.: biologia, socjologia, psychologia (rozpowszechnianie przekazów kulturowych też tu się zalicza - i właśnie stąd trudności z tym zjawiskiem) ważne jest ścieranie się opinii i argumentów, czyli przynajmniej tymczasowy polimorfizm memów. Chciałbym więc aby ten artykuł wywołał dyskusję. Zastrzegam sobie jednak możliwość obrony stanowisk tu prezentowanych.

Wiemy już, że memy dziedziczą się w sposób lamarkowski. Informacje uzyskane od innych ludzi, doświadczenia nabyte za życia przekazane zostają na linii mózg - mózg: albo poziomo - wewnątrz danej grupy ludzi o zbliżonym wieku albo pionowo, z pokolenia na pokolenie, co nazywamy tradycją. Mózg jest jednak wytworem alleli. Czy oznacza to utratę przez nie wyłączności na przepływ z organizmu do organizmu ? Wyłączności na ewolucję w świecie ożywionym ?
Sytuacja wydaje się być dramatyczna. Zilustrujmy ją więc za pomocą dramatu:

Allele: Neurony ! Co wy wyprawiacie tam na górze ? Kto tam u was jeszcze zagościł? Co to za jedni ?
Neurony (grzecznie): To memy. Konkurencja.
Allele: Kto je tam zaprosił ?
Neurony: Same przyszły. Mamy taką konstrukcję, że nie miały problemu z zagoszczeniem się.
Allele (gniewnie): To trzeba zmienić konstrukcję !
Neurony: To zależy od Was. To Wy nas kodujecie...
Allele: Ale my nie potrafimy tak szybko was przebudować. To wymaga dużo czasu i pomocy alleli, których tu nie ma.
Neurony (służalczo): Słyszeliśmy, że te memy są wyjątkowo groźne i szybko się powielają. Potrafią lokować swoje kopie w organizmach, z którymi nie są spokrewnione.
Allele: O niech nas wytnie ! Co to za potwory ?!
Neurony (ze strachem): Ostatnio wpłynęliśmy na organizm tak, że zaczął nieść pomoc organizmom zupełnie obcym...
Allele (ze zdenerwowaniem): Tego już za wiele ! Przecież tam jest mało naszych kopii. Co wy robicie ? Kto wam kazał ?!
Neurony (niewinnie): Memy.
Kurtyna !

Jak Czytelnik z pewnością zauważył, sytuacja obfituje w emocje. Trzeba jednak przyznać, że geny są same sobie winne. Stworzyły potwora, a właściwie środowisko dla niego - mózg ludzki.

Podsumowując,

nie jest wykluczone istnienie takich systemów genetycznych, których efekt fenotypowy objawia się tym, że oprócz stanowienia sposobu na kopiowanie alleli, umożliwia też sterowanie organizmu przez zupełnie niezależne od pierwotnych replikatory.

Mamy więc do czynienia ze spotkaniem się w obrębie jednego osobnika dwóch rodzajów replikatorów. Każdy z nich ma swój interes i sposób jego realizacji. Można więc wyróżnić dwie sytuacje:

a) Zgodność interesów memu i allelu

Wspomniany wyżej mem „Gotuj wodę do wrzenia” pozwala na lepsze radzenie sobie z przeciwnościami środowiska ludziom, którzy go znają. Dzięki niemu mogą oni mieć potomstwo, bo np. nie umierają w młodym wieku na dur brzuszny.

b) Sprzeczność interesów memu i allelu

We współczesnych cywilizowanych społeczeństwach krążą memy typu „Opiekuj się dzieckiem upośledzonym nawet, jeśli nie rokuje ono nadziei na wnuka”, „Przeznacz część swoich środków, które mógłbyś zainwestować w potomstwo na osobniki chore, kalekie”. Nie są to, co prawda, memy które zdominowały pulę powyższych społeczności, ale są przynajmniej powszechnie uważane za szlachetne i nie życzymy im źle. Istnieją niestety również inne memy, np. „Obwieś się ładunkami wybuchowymi i zdetonuj je w obecności osoby ważnej dla grupy ludzi, z których ideologią się nie zgadzasz”. Nie trzeba nikogo przekonywać, że detonacja nie wyjdzie allelom na dobre.

R. Dawkins nazwał zjawisko zagłuszania głosu genów przez memy: memetic takeover (przejęciem władzy przez memy). Czy sprzeciw memów doprowadzi do ostatecznego ich zwycięstwa ? Można pokusić się o próbę przedstawienia obrazu po zwycięskiej walce. Memy zawładnęły społeczeństwem i dyktują każdemu osobnikowi jak się zachowywać, czy i kiedy się rozmnażać. Geny służą tylko do budowy tych bardzo posłusznych „maszyn”. Jest to oczywiście wizja bardzo odległa. Natomiast czy jest ona dobra, będzie zależało na pewno od przyszłych memów.

ZAKOŃCZENIE

Cała obecna wiedza z zakresu genetyki i teorii ewolucji nie wyklucza mechanizmu dziedziczenia cech nabytych. Specyficzny jego przykład pojawił się w artykule: „Modyfikacja hormonalna”.
Możemy sobie wyobrazić, że ewoluuje mechanizm, w którym cecha nabyta ma selektywny i precyzyjny wpływ na gen, powodując mutację kodującą tą cechę.
Mechanizm mało prawdopodobny, więc możemy przewidzieć, że jest on w świecie biologicznym rzadki. I jest.

MACIEJ PANCZYKOWSKI

 Autor wortalu: Maciej Panczykowski, Copyright © 2003-2018 by Maciej Panczykowski